Główna. "Prowadzono nas siecią podziemnych tuneli". Relacja zakładniczki Hamasu. W grupie zwolnionych przez Hamas zakładników znalazła się Jochewed Lifshitz. 85-letnia kobieta relacjonuje, w jaki sposób traktowali ją bojownicy palestyńscy i twierdzi, że zawiodła się na izraelskim aparacie państwa, który nie był w stanie W naszym kraju wynoszą one w przeliczeniu na euro 157 euro, a we Francji – 316. Skądinąd warto porównać to też z innymi krajami UE. I tak we Włoszech, mających znacznie wyższy PKB per capita niż Polska cena hurtowa energii elektr. wynosi 370 euro, a z kolei w Grecji, którą Polska za rządów PiS prześcignęła, gdy chodzi o PKB Mąż mnie nie pociąga; Gdy mężczyzna nie walczy o kobietę; Obwinianie się o czyjąś śmierć; Brak zdecydowania w związku; Czy napisać do faceta, który przestał się odzywać ? Jeśli facetowi zależy to się odezwie; Facet kłamie w żywe oczy; Przemoc psychiczna; Uzależnienie od partnera light000 Re: Czy żona mnie zdradza? Kłamie w żywe oczy. 01.02.12, 18:01. mogła powiedzieć od razu prawdę, że kiedyś się z nim spotykała, że może byli razem, skoro jeździła z nim na dyskoteki ale nie kłamać mi prosto w oczy "to kolega ze szkoły". bo tak się składa że do szkoły razem nie chodzili, a różnica wieku takim który wypiera się w żywe oczy chociaż są dowody na to,że kłamie brnie w zaparte, to nie ma sensu, wiele rzeczy wychodzi na bieżąco jakim jest kłamczuchem, bardzo mi trudno to Jak się postanawia zdradzać, to uczciwość już wtedy ma się w głębokim poważaniu, i będąc konsekwentnym, idzie się w zaparte i kłamie w żywe oczy póki jest taka możliwość. Inne bi70DP. konto usunięte Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Iwona K.: Dla mnie zwyczajna głupota. W sumie racja ^^/ co nie zmienia faktu, że w żadnym stopniu nie jestem w stanie tego zrozumieć. Kłamstwo w ważnej sprawie (np zdrada) - wiadomo, facet nie chce sie przyznać, boi sie rozpadu dajmy na to małżeństwa... Ale kłamstwo w sprawie uczelni? I inne błahe kłamstwa? Po co? Co one dają? Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Tomasz K.: Adrianna F.: Taka już ich natura niestety :(( większość mężczyzn kłamie, zastanawiam się czy znam choćby jednego, który nie kłamie - nie znam a to czy odejść czy zostać hmmm zalezy jakie są to kłamstwa jeśli takie niewinne to pracować jakoś nad tym jeśli jednak kłamie w sprawach istotnych - odejść No i vice versa... w kwestii natury... Nie można generalizować... moim zdaniem największym problemem jest szczerość... często ludzie uciekają się do kłamstwo...ponieważ... nie chcą skrzywdzić osoby, z którą żyją...boją się powiedzieć prawdę, zakończyć itd... Zgadza się kobiety też kłamią. Ale jeśli chcą wyjść z koleżanką do kina czy na piwo to nie dzwonią, że będą później bo je coś ( i tu mogłaby znaleźć się cała lista typowo "męskich " wymówek ) tam zatrzymało tylko po prostu mówią. Nie boją się powiedzieć prawdę. A mężczyźni kłamią, bo boją sie awantury ze strony np. chorobliwie zazdrosnej kobiety, jej reakcji. I wtedy "dla jej dobra" nie mówią do końca prawdy, ale nie kłamią ;)) !!! Uważam, że uciekanie się do kłamstwa jest chore. Ja rozumiem dobre intencje powyżej tu opisane, ale chyba lepiej w delikatny sposób powiedzieć prawdę, choćby tą najgorszą niż kłamać. Bo jaki sens ma związek oparty na kłamstwie i obawie skrzywdzenia drugiej osoby??? To są zbyt istotne kłamstwa, aby związek miał jakiekolwiek szanse przetrwania. W kwestii tzw przeze mnie "drobnych kłamstewek" trzeba ze sobą dużo rozmawiać, żeby nie obawiać się reakcji drugiej strony na różne fakty. Uważam, że związki rozpadają się bardzo często z powodu złej komunikacji pomiędzy kobietą a mężczyzną. Dlatego do podstaw udanego związku zaliczam szczerość i dużo dużo rozmów. A najpiękniejszym prezentem ślubnym od ukochanego mężczyzny jest "moja instrukcja obsługi" każdy pisze swoją np. kiedy jestem zły/a ..... itp wtedy łatwiej jest nam reagować i rozumieć intencje partnera. Tak czy inaczej kłąmstwo zdecydowanie ma krótkie nogi i kłamać nie warto Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... kobiety kochane poczytajcie sobie... moze tu są odpowiedzi. Ale i tak nalezy zostawić i cieszyć sie z pozostawienia komuś innemu kłopotu. :) pozdrawiam oczywiście i uszy do góry. Hania konto usunięte Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Sylwia K.: Odejsc czy zostac? oczywiście, że odejść. Wiem, pewnie nie jest łatwo, ale lepiej jakoś przeczyć rozstanie niz łudzić się że on kłamać przestanie. Czy związek oparty na kłamstwie ma sens? konto usunięte Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... dotyczy to również kobiet? Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Czarek Bekon: dotyczy to również kobiet?Dotyczy kobiet też. Nie wyobrażam sobie budować trwałego związku z kłamcą. Odejść i to jak najszybciej. konto usunięte Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Sylwia Kobylińska: Odejsc czy zostac? Zaprowadzić do psychologa musi mieć jakieś problemy z dzieciństwa :))) Beata B. właściciel, Beata Brzezicka. Biuro Brzeziccy Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Jan Miron:Zaprowadzić do psychologa musi mieć jakieś problemy z dzieciństwa :)))Też skłamie, że poszedł, choć z pewnością ma problemy. konto usunięte Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Beata B.: Jan Miron: Zaprowadzić do psychologa musi mieć jakieś problemy z dzieciństwa :)))Też skłamie, że poszedł, choć z pewnością ma było "zaprowadzić" a nie "wysłać". :) właściwie dlaczego go chcecie zmieniać? nie pasuje kłamiący, to go zostawić zamiast od razu "do psychologa". :) Beata B. właściciel, Beata Brzezicka. Biuro Brzeziccy Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Katarzyna B.:Beata, było "zaprowadzić" a nie "wysłać". :) Już to widzę!:)) Za rąsię się prowadzi? Umawia inkoguto?właściwie dlaczego go chcecie zmieniać? nie pasuje kłamiący, to go zostawić zamiast od razu "do psychologa". :) Bo wątek jest o związku z kimś takim? Myślę, że od kłamstwa zaczyna się każde zło na świecie. Oczywiście, że jak ktoś nie chce się leczyć, to należy go zostawić. Ale do psychologa i tak i tak. konto usunięte Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Beata B.: Katarzyna B.: Beata, było "zaprowadzić" a nie "wysłać". :) Już to widzę!:)) Za rąsię się prowadzi? Umawia inkoguto?ja nie oceniam wykonalności. :) czytam. a było "zaprowadzić".właściwie dlaczego go chcecie zmieniać? nie pasuje kłamiący, to go zostawić zamiast od razu "do psychologa". :) Bo wątek jest o związku z kimś takim?wątek jest "co zrobić?", a nie "jak ratować związek z takim".Myślę, że od kłamstwa zaczyna się każde zło na zamiast ratować własne życie koniecznie trzeba faceta naprawiać? nie mając gwarancji na sukces? dla dobra ludzkości...? :) Oczywiście, że jak ktoś nie chce się leczyć, to należy go zostawić. Ale do psychologa i tak i jeśli to on będzie chciał. Beata B. właściciel, Beata Brzezicka. Biuro Brzeziccy Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Katarzyna B.:ja nie oceniam wykonalności. :) czytam. a było "zaprowadzić".A ja oceniłam wykonalność właśnie..:( Do psychologa się najpierw umawia. I nie sądzę, że którykolwiek pozwoli sobie "przyprowadzić" klienta. Powie raczej, żeby klient zgłosił się sam, bo inaczej to nie ma jest "co zrobić?", a nie "jak ratować związek z takim".Jaaasne!:) Z tym, że gdyby Założycielka chciała odejść, to by nie miała pytań.. A ponieważ pytania miała, to Jej wciąż zamiast ratować własne życie koniecznie trzeba faceta naprawiać? nie mając gwarancji na sukces? dla dobra ludzkości...? :) Własne życie w pierwszej kolejności. Ale dla dobra innych również próba naprawienia faceta. Pewnie raczej już nie dla siebie - uprzedzając następne pytanie.:)ale jeśli to on będzie Ale to już napisałam w pierwszym poście: marneszense.:( konto usunięte Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Beata B.: Katarzyna B.: ja nie oceniam wykonalności. :) czytam. a było "zaprowadzić".A ja oceniłam wykonalność właśnie..:( Do psychologa się najpierw umawia. I nie sądzę, że którykolwiek pozwoli sobie "przyprowadzić" klienta. Powie raczej, żeby klient zgłosił się sam, bo inaczej to nie ma technicznie nadal można z nim pójść (do drzwi gabinetu) żeby nie skręcił na piwo. :) wątek jest "co zrobić?", a nie "jak ratować związek z takim".Jaaasne!:) Z tym, że gdyby Założycielka chciała odejść, to by nie miała pytań..a widzisz... czasami pytamy żeby ktoś potwierdził, że nie jesteśmy świnią bo rezygnujemy z walki. A ponieważ pytania miała, to Jej wciąż odpowiedzi. nie wiem czy na ratowaniu. Ty wiesz? :)i zamiast ratować własne życie koniecznie trzeba faceta naprawiać? nie mając gwarancji na sukces? dla dobra ludzkości...? :) Własne życie w pierwszej i czytam jak się wszyscy męczą, ratują, poświęcają, leczą., cierpią... i tak mi się wydaje, że tych kłamiących, zdradzających, bijących są takie masy bo ciągle ktoś walczy o ich zmianę. ciągle, mimo negatywnych zachowań, ktoś wokół nich biega, leczy, naprawia... dba. bardziej niż o dobrych, ciepłych, kochających. a ostracyzm działa cuda. jak się kłamstwo przestaje opłacać, kiedy się przez nie traci, to na czym nam zależy... to się zaczyna myśleć czy warto. ale skoro się kłamie w oczy, a kobieta zamiast trzasnąć drzwiami kota dostaje żeby naprawiać, po forach pyta "co zrobić", walczy o zmianę, której on nie chce i nie potrzebuje... to dlaczego on ma przestać kłamać i zaczynać leczenie? Ale dla dobra innych również próba naprawienia wierzę w naprawianie bliskich "dla świata". robimy to dla siebie. dla własnej satysfakcji. żeby przed sobą wyglądać na lepszych. albo żeby mieć powód do walki i męczeństwa. Pewnie raczej już nie dla siebie - uprzedzając następne pytanie.:)a właśnie, że dla siebie. nawet jeśli facet pójdzie uzdrowiony w świat... to dla siebie to robimy, a nie dla świata. to my jesteśmy "zbawcami", którzy się poświęcili dla dobra. ale jeśli to on będzie Ale to już napisałam w pierwszym poście: marneszense.:(nie koniecznie. tylko zamiast go zmieniać, trzeba spowodować żeby chciał się zmienić sam. a skoro nie chce tego dla nas zrobić to... zostawić bo za mało dla niego znaczymy. no, to poprowokowałam. twój ruch. :))) Beata B. właściciel, Beata Brzezicka. Biuro Brzeziccy Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Katarzyna B.:ale technicznie nadal można z nim pójść (do drzwi gabinetu) żeby nie skręcił na piwo. :) Odradzałabym. Jak ktoś nie chce, to nie chce i potraktuje doprowadzającego jak wroga. Czyli i tak złe stosunki pogorszą się jeszcze bardziej. Bo dojdzie element braku widzisz... czasami pytamy żeby ktoś potwierdził, że nie jesteśmy świnią bo rezygnujemy z walki. Nie pomyślałam, że tak świńsko też można!:)na odpowiedzi. nie wiem czy na ratowaniu. Ty wiesz? :)Tu mnie masz: nie mam pojęcia, ale sądziłam po sobie..czytam i czytam jak się wszyscy męczą, ratują, poświęcają, leczą., cierpią... i tak mi się wydaje, że tych kłamiących, zdradzających, bijących są takie masy bo ciągle ktoś walczy o ich zmianę. ciągle, mimo negatywnych zachowań, ktoś wokół nich biega, leczy, naprawia... dba. bardziej niż o dobrych, ciepłych, kochających. Nie my pierwsze stwierdzamy nerwicę naszych czasów.. Tu gdzieś nie działa ideolo.. Mówi się z jednej strony, że trzeba dawać szanse, że empatia, że każdy zasługuje na szczęscie, ale też chyba za mało się uczy odpowiedzialności własnej każdego. Za łatwo przychodzi się od niej wymigać, bo są "inni": od rządu, po sąsiadkę, którzy coś "powinni" A to jest chyba strzelanie sobie w ostracyzm działa cuda. jak się kłamstwo przestaje opłacać, kiedy się przez nie traci, to na czym nam zależy... to się zaczyna myśleć czy warto. ale skoro się kłamie w oczy, a kobieta zamiast trzasnąć drzwiami kota dostaje żeby naprawiać, po forach pyta "co zrobić", walczy o zmianę, której on nie chce i nie potrzebuje... to dlaczego on ma przestać kłamać i zaczynać leczenie? A to juz chyba jak bardzo patologiczny jest kłamca (może wręcz nieuleczalny narcyz?) i jego "zbawca".. Mówi się, że to kobieta się nie szanuje, kiedy kocha nieodpowiedzialnego mężczyznę.. I pewnie coś w tym z prawdy jest, jednak i ona ma jakieś powody, złe przekonania, deficyty, które doprowadziły do pozwalania na taką sytuację. Nie wiem, czy można wykorzystywać słabość drugiej osoby bo to się "opłaca"? To chyba bardzo źle rokuje.. I źle świadczy o wykorzystywaczu. W końcu nie każdy bierze cudzy portfel, który leży na ladzie, nie każdy najada się bo jest degustacja i nie każdy próbuje odbyć stosunek na plaży, bo dziewczyna leży naga..nie wierzę w naprawianie bliskich "dla świata". robimy to dla siebie. dla własnej satysfakcji. żeby przed sobą wyglądać na lepszych. albo żeby mieć powód do walki i męczeństwa. Albo się tak nauczyło, że się nieomal nawykowo poprawia krzywą serwetkę, błędy językowe, czy krawat.:) Albo bo się jest krytykantem, albo bo się jest "guru", albo bo się wierzy, że naprawdę się pomaga. Wiele zależy od informacji zwrotnej. Jednemu znajomemu odważysz się powiedzieć, że ma nie nosić takich gaci, a do drugiego w życiu się nie odezwiesz z intencją w świat... to dla siebie to robimy, a nie dla świata. to my jesteśmy "zbawcami", którzy się poświęcili dla dobra. E tam!:) Skuteczność jest tak niska po ponad stu latach psychologii, a tysiącach lat magii i wiary, że ja nie wierzę w "poświęcenie". Jak długo się wydaje, że się da radę, to pewnie się i poświęca, ale przecież nie koniecznie. tylko zamiast go zmieniać, trzeba spowodować żeby chciał się zmienić sam. a skoro nie chce tego dla nas zrobić to... zostawić bo za mało dla niego znaczymy."Zostawić" zostawmy już, bo od dwóch stron wiemy, że to najlepsze rozwiązanie... Natomiast co do "spowodować" mam bardzo poważne obiekcje..:( Nie da się być terapeutą we własnym związku. Po prostu to się między zdrowymi ludźmi nie udaje. konto usunięte Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Beata B.: Odradzałabym. Jak ktoś nie chce, to nie chce i potraktuje doprowadzającego jak nie... chodziło mi o inny scenariusz. ustalamy, zgadzamy się że idzie i... a. zaprowadzamy i nie ma szans zwiać. b. idzie sam... a potem kłamie że był :)Czyli i tak złe stosunki pogorszą się jeszcze bardziej. Bo dojdzie element braku wcześniej był... Nie pomyślałam, że tak świńsko też można!:)a czasami warto pomyśleć, że to że rezygnujemy to nie świństwo wobec kłamcy, ale dobrodziejstwo. dla niego i dla nas. sami obarczamy się winą za zachowania naturalne (wiać). tak strasznie chcemy być poprawni, heroiczni, że rezygnację w odpowiednim momencie uważamy za tchórzostwo, zdradę, brak pomocy... a czasami zostawienie delikwenta z samym sobą działa większe cuda niż lata terapii. na odpowiedzi. nie wiem czy na ratowaniu. Ty wiesz? :)Tu mnie masz: nie mam pojęcia, ale sądziłam po sobie..ja też tak pomyślałam. a potem pomyślałam "a skąd takie założenie"? :) Nie my pierwsze stwierdzamy nerwicę naszych czasów.. Tu gdzieś nie działa ideolo..no...Mówi się z jednej strony, że trzeba dawać szanse, że empatia, że każdy zasługuje na szczęscie, ale też chyba za mało się uczy odpowiedzialności własnej tych niedobrych na rękach, zmagamy się z kłamstwami i świństwami, płaczemy w poduchę, że każdy facet to świnia.... a to nieprawda! same sobie budujemy piekło, a "niedobry" bierze tylko to co mu ochoczo dajemy. to kopa niedobrym. skupmy się na dobrych. Czesio powtarza "jest popyt, jest podaż". :) nie kręci mnie zbawianie drani, bo mam tylko jedno życie. :) Za łatwo przychodzi się od niej wymigać, bo są "inni": od rządu, po sąsiadkę, którzy coś "powinni" A to jest chyba strzelanie sobie w właśnie. to dotyczy tak polityków, dzieci jak i partnera. zdejmujemy odpowiedzialność z ich barków, a potem się wściekamy że nam na to pozwalają, że powinni docenić, zmienić się... ale powiedz dlaczego mieliby się zmieniać skoro im wygodnie? :) A to juz chyba jak bardzo patologiczny jest kłamca (może wręcz nieuleczalny narcyz?) i jego "zbawca".. Mówi się, że to kobieta się nie szanuje, kiedy kocha nieodpowiedzialnego mężczyznę..z tym się nie zgadzam. szanuję każdą walkę o partnera, o związek. tylko czasami... widzę jej bezsens. widzę, że wybieramy drogę która za nic nie doprowadzi do sukcesu. szkoda wysiłku i tyle. I pewnie coś w tym z prawdy jest, jednak i ona ma jakieś powody, złe przekonania, deficyty, które doprowadziły do pozwalania na taką oceniam jej i jej motywów. oceniam skuteczność metody walczenia "w imieniu" i "za" partnera. Nie wiem, czy można wykorzystywać słabość drugiej osoby bo to się "opłaca"?hmmmm... można. ale nie powinno się. To chyba bardzo źle rokuje...dla kogo? I źle świadczy o wiesz gdzie on to ma? w nosie. jakby nie miał to by nie wykorzystywał. W końcu nie każdy bierze cudzy portfel, który leży na ladzie, nie każdy najada się bo jest degustacja i nie każdy próbuje odbyć stosunek na plaży, bo dziewczyna leży naga..ale my nie mówimy o każdym. mówimy o notorycznym kłamcy, krzywdzicielu, egoiście... itp. Albo się tak nauczyło, że się nieomal nawykowo poprawia krzywą serwetkę, błędy językowe, czy krawat.:) Albo bo się jest krytykantem, albo bo się jest "guru", albo bo się wierzy, że naprawdę się nie zmienia faktu, e to wszystko dla siebie a nie dla kłamcy :) Wiele zależy od informacji zwrotnej. Jednemu znajomemu odważysz się powiedzieć, że ma nie nosić takich gaci, a do drugiego w życiu się nie odezwiesz z intencją my tu o partnerze.. :) jeśli nie umiemy powiedzieć partnerowi, to też nie wróży najlepiej. nam :) E tam!:) Skuteczność jest tak niska po ponad stu latach psychologii, a tysiącach lat magii i wiary, że ja nie wierzę w "poświęcenie".a mówiłam... dla siebie to robimy, a nie dla ludzkości :)Jak długo się wydaje, że się da radę, to pewnie się i poświęca, ale przecież nie gdyby tak wcześniej powiedzieć "dość"? zanim nas zniszczy, zamęczy, zanim stracimy do siebie szacunek a do niego cierpliwość?:) "Zostawić" zostawmy już, bo od dwóch stron wiemy, że to najlepsze rozwiązanie... Natomiast co do "spowodować" mam bardzo poważne obiekcje..:( Nie da się być terapeutą we własnym związku. Po prostu to się między zdrowymi ludźmi nie "spowodować" w tym przypadku to propozycja odcięcia pępowiny. :) we własnym związku jest bardzo trudno być terapeutą... w ogóle trudno kiedy nam na czymś zależy, kiedy zamieszane jest w to uczucie. Beata B. właściciel, Beata Brzezicka. Biuro Brzeziccy Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Katarzyna B.:nie, nie... chodziło mi o inny scenariusz. ustalamy, zgadzamy się że idzie i... a. zaprowadzamy i nie ma szans zwiać. b. idzie sam... a potem kłamie że był :)Ad. a. - nie wchodzi w grę, bo to jest traktowanie dorosłego jak gówniarza Ad. b. - dopiero co wątpiłaś, że tak właśnie będzie..Czyli i tak złe stosunki pogorszą się jeszcze bardziej. Bo dojdzie element braku wcześniej był... No i widzisz: bo jeśli jedna osoba kłamie, to wcale nie znaczy, że druga jej nie szanuje. Szanuje. I dlatego właśnie wierzy, że szanuje i ... kocha. I dlatego w głowie jej się nie może zmieścić, że nie ma w tym żadnej wzajemności, żadnej symetrii, a jest tylko i wyłącznie "strzyżenie barana". Że kłamca gra nawet uczucie, tak bardzo nie traktuje człowieka jak osobę czującą, a za rzecz do dostarczania jemu czasami warto pomyśleć, że to że rezygnujemy to nie świństwo wobec kłamcy, ale dobrodziejstwo. dla niego i dla nas. Ach ten wariant masz na myśli? :) Ludzie mogą bardzo dużo wytrzymać. Wiedzą, że nie ma związków idealnych i brną w związki nie dość dobre, albo i kiepskie nie mając chyba dobrego wyobrażenia co jest już patologią, a nie jeszcze nieidealnością.. I przez jakiś czas walczą, bo odczuwają jako osobistą stratę i porażkę zrezygnowanie ze obarczamy się winą za zachowania naturalne (wiać). tak strasznie chcemy być poprawni, heroiczni, że rezygnację w odpowiednim momencie uważamy za tchórzostwo, zdradę, brak pomocy... a czasami zostawienie delikwenta z samym sobą działa większe cuda niż lata terapii. A tu znów zmieniłaś podmiot... Myślę, że jak się kochało, to się ma w nosie, że były żałuje... Daleko nie każde rozstanie kończy się cudem nawrócenia. Wysunę nawet tezę przeciwną: ludzie pogrążają się w swoich racjach. Im były bardziej chore przed rozstaniem, tym bardziej się człowiek w nich upewni po rozstaniu. I raczej będzie coraz gorszym, niż coraz lepszym tych niedobrych na rękach, zmagamy się z kłamstwami i świństwami, płaczemy w poduchę, że każdy facet to świnia.... a to nieprawda! same sobie budujemy piekło, a "niedobry" bierze tylko to co mu ochoczo dajemy. to kopa niedobrym. skupmy się na dobrych. Czesio powtarza "jest popyt, jest podaż". :) nie kręci mnie zbawianie drani, bo mam tylko jedno życie. :) Wszystko fajnie i jak mówisz, za wyjątkiem tego "same".. Gdyby głupi wybór, głupie trwanie w niszczycielskim związku było długoletnie, było recydywą, to może bym przełknęła to "same".. Ja myślę, że nikt "sam" nie pakuje się w chore przekonania. Jestem zwolennikiem tezy, że to są ciężary i błędy z wczesnego dzieciństwa, które się utrwaliły w dorosłości. A więc da się wskazać przyczyny, winnych. Co zresztą dobrze wróży, bo da się w takim razie wyleczyć.:)o właśnie. to dotyczy tak polityków, dzieci jak i partnera. zdejmujemy odpowiedzialność z ich barków, a potem się wściekamy że nam na to pozwalają, że powinni docenić, zmienić się... ale powiedz dlaczego mieliby się zmieniać skoro im wygodnie? :)A ja nie wiem, czy da się przewidzieć, kto będzie ochoczo się woził na drugim, a kto tylko z niewiedzy popełnia łatwe do wyprostowania nadużycia (że nawet nie domyśla się iż jest problemem, zanim się o tym nie pogada)z tym się nie zgadzam. szanuję każdą walkę o partnera, o związek. tylko czasami... widzę jej bezsens. widzę, że wybieramy drogę która za nic nie doprowadzi do sukcesu. szkoda wysiłku i tyle. To chyba zależy od wytrzymałości psychicznej stron i ...wiedzy.:) Jeden nie wytrzyma tygodnia z problemami, a drugiego nie zegną lata. Jeden po latach myli się w ocenie niby znanego człowieka, a drugi po paru tygodniach daje trafną my nie mówimy o każdym. mówimy o notorycznym kłamcy, krzywdzicielu, egoiście... itp. Notoryczni są tak pogięci, że jak się człowiek z tym nie zetknął, to nawet nie pomyśli, że to możliwe.:( Bo z drugiej strony potrafią grać, są inteligentni, bywają czarujący..ale my tu o partnerze.. :) jeśli nie umiemy powiedzieć partnerowi, to też nie wróży najlepiej. nam :) Ależ możemy mówić!:) Cóż, kiedy z kłamcą nigdy nie wiadomo co usłyszy, jak przekręci.. W końcu ma swoje powody, aby chronić wyimaginowany świat i nie jest mu wcale na rękę żadna "spowodować" w tym przypadku to propozycja odcięcia pępowiny. :)Jak mu nie zależy, to nie ma jak powodować. Po co miałby się godzić na wzięcie odpowiedzialności, na większą robotę, na większy wysiłek?we własnym związku jest bardzo trudno być terapeutą... w ogóle trudno kiedy nam na czymś zależy, kiedy zamieszane jest w to ale zdrowe związki też działają w ten sposób, że ludzie się nawzajem stymulują, zmieniają, wychowują. W sumie od terapii niczym to się co do zasad nie różni oprócz wspólnych korzyści.:) konto usunięte Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... No ale zdrowe związki też działają w ten sposób, że ludzie się nawzajem stymulują, zmieniają, z tej wypowiedzi "wychowanie". mogę się zgodzić na wzajemną naukę. o jakiej stymulacji kłamcy przez okłamywaną mówimy? o jakiej stymulacji okłamywanej przez kłamcę? jak porównasz to ze stymulacją w zdrowym związku? co do reszty: jednak jest ogromna różnica pomiędzy zmianą w zdrowym i chorym związku. w zdrowym to nie jest działanie jednostronne: "kłamię dla własnych korzyści"/ "zmieniam partnera bo to zgodne z moimi potrzebami, bo mnie rani taki jak jest". w każdym związku jest interakcja. bo jest w każdej międzyludzkiej relacji. tyle, że nie ma szarpania wyłącznie we własną stronę i według własnego pomysłu. myślisz o drugiej stronie. jej potrzebach, jej wygodzie, szanujesz zdanie i przestrzeń... nie tworzy się własnego, jedynego słusznego katalogu zachowań, dążeń, korzyści. własne dobro i racja nie są nadrzędne. co nie znaczy, że nie przekonujesz. :) w zdrowych związkach nie ma ofiary, chociaż jest poświęcenie. :)W sumie od terapii niczym to się co do zasad nie różni oprócz wspólnych korzyści.:)a to mało? :) sporo tematów w jednym wątku. reszta jutro. :) Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Sylwia Kobylińska: Odejsc czy zostac?Mam dobrą radę, okłam go, że odchodzisz ;) konto usunięte Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Katarzyna B.: sami obarczamy się winą za zachowania naturalne (wiać). tak strasznie chcemy być poprawni, heroiczni, że rezygnację w odpowiednim momencie uważamy za tchórzostwo, zdradę, brak pomocy... a czasami zostawienie delikwenta z samym sobą działa większe cuda niż lata terapii. nosimy tych niedobrych na rękach, zmagamy się z kłamstwami i świństwami, płaczemy w poduchę, że każdy facet to świnia.... a to nieprawda! same sobie budujemy piekło, a "niedobry" bierze tylko to co mu ochoczo dajemy. to kopa niedobrym. skupmy się na dobrych. Niedawno, na innym wątku pisałaś, że nalezy walczyc o partnera. A co jeśli partner się pogubił? Należy go kopnać? To jakaś dwulicowość, czy może kolejna teoria, dla podtrzymania razgawora raz masz takie poglady, a raz inne? W zależnosci od tematu i opinii innych? konto usunięte Temat: Co zrobić kiedy facet notorycznie klamie, nawet bedac na... Czarek Bekon:Niedawno, na innym wątku pisałaś, że nalezy walczyc o Partnera walczyć należy zawsze. przeczytaj dokładnie to co napisałam i zrozumiesz, że odpuszczenie walki... to też sposób walki o człowieka. Beata zrozumiała. ale Beata czyta bez uprzedzeń. :) notoryczny kłamca, człowiek który z wyrachowaniem krzywdzi to nasz dzisiejszy przypadek. o takim pisałam w tamtym wątku? :) A co jeśli partner się pogubił? Należy go kopnać?jeśli się pogubił, to go nie kopiesz. nie o tym rozmawiamy z Beatą. notoryczne okłamywanie, w tym łganie w żywe oczy, nazwiesz pogubieniem? to wygląda raczej na sposób na życie. To jakaś dwulicowość, czy może kolejna teoria, dla podtrzymania razgawora raz masz takie poglady, a raz inne? W zależnosci od tematu i opinii innych?nie. to tylko twoje niezrozumienie czym są rozmowy na forum. i kolejny bezsensowny atak na moje wypowiedzi, w kolejnym wątku. przeoczyłeś jedno zdanie we wcześniejszej wypowiedzi. dość istotne dla mojej rozmowy z Beatą. teoretycznej rozmowy o możliwościach. :) fot. Adobe Stock, Goffkein Pewnego dnia natknęłam się na wróżkę. Dokładnie tak – nie poszłam do niej, nie szukałam jej, ale niemal się o nią potknęłam. Siedziała przy stoliku pod ścianą restauracyjnej sali, w której mieliśmy firmową fetę. Kancelaria adwokacka, w której pracowałam jako asystentka (sekretarka działu spadków), obchodziła swoje 15-lecie, i główni właściciele szarpnęli się na imprezę, by to uczcić. Było jedzenie, picie, magik, no i wróżka. – Założę się, że te paranormalne rozrywki to zasługa Rudej Żmii – powiedziała moja koleżanka, Iza.– Wiesz, że to głupie trzecie imię, jakie dołożyła sobie do zestawu oficjalnych, to na polecenie numerologa? Żeby jej się jeszcze lepiej wiodło. Jakby miała źle. Iza była nieprzejednanym wrogiem wszystkiego, co niematerialne, marzyła o ślubie z miliarderem (no, ewentualnie założyciel naszej kancelarii też mógłby być, ale akurat był niedostępny, bo żonaty i dzieciaty) i nienawidziła Rudej Żmii. Czyli żony założyciela. Powód oczywisty. Ja nie miałam nic do Rudej Żmii, a sprawy nadnaturalne traktowałam raczej obojętnie – do chwili, gdy potknęłam się o krzesło stojące przy stoliku wróżki. Akurat była wolna. – Powróżyć? – spytała lekko zmęczonym głosem. Fakt, była nieco oblężona przez ostatnie trzy godziny. Bo choć niby nikt z adwokatów do wróżki nie chodzi i w te sprawy nie wierzy, ale skoro jest, i to za darmo… Grzech nie skorzystać. A ja uważam, że to akurat był grzech. Tylko jeszcze wtedy o tym nie wiedziałam, więc usiadłam na krześle przy stoliku. Poczułam ulgę – cały czas do tej pory stałam, chodziłam, pilnowałam. Bo niby my, sekretarki, byłyśmy zaproszone, ale pewne obowiązki jednak miałyśmy. I tak na przykład ja doglądałam cateringu. Zresztą nieważne, bo nie o tym chcę opowiedzieć, tylko o tym, że wróżka kazała mi potasować karty, przełożyła je trzy razy, rozłożyła kilka w okręgu, przyjrzała im się i powiedziała: – No, kochana pani, co ja tu widzę… Niedobre rzeczy widzę… Z przerażenia serce na chwilę chyba w ogóle przestało mi bić. Szczerze mówiąc, zupełnie tego nie rozumiem. Człowiek niby w te rzeczy nie wierzy. Opowieści innych traktuje z przymrużeniem oka. Ale jak taka wróżka zaczyna mówić, co w kartach widzi, to tenże człowiek zamienia się cały w słuch i chłonie tajemną wiedzę wszystkimi porami skóry. Jak jest coś dobrego, to się cieszy, a jak złego – czuje lęk. To tak, jakby pod warstwą ucywilizowanego homo sapiens wciąż krył się człowiek pierwotny, wyczulony na nieodgadnione, przerażające siły, których nie rozumie. No bo jak inaczej wytłumaczyć, że kilka słów wypowiedzianych przez przypadkową osobę, zatrudnioną jako wróżka ku radości gawiedzi, tak na mnie podziałało. Powinnam była wstać i odejść. Ale siedziałam jak przykuta. I końmi by mnie nie odciągnięto. – Zdrowie dobre – mruknęła wróżka – dzieci (serce znowu na chwilę przestało mi bić)… nie ma problemu… (odetchnęłam). Tylko ten mąż… – Co z mężem? Rzuciła na mnie okiem. – Ma inną. Przez chwilę siedziałam nieruchomo, jakby moja świadomość czekała, aż podświadomość przetrawi usłyszaną informację. Po czym poczułam ulgę. Parsknęłam śmiechem. – Bzdura – powiedziałam. Byłam na siebie zła za tę pierwszą, irracjonalną reakcję. – Nie wiem, z jakiej agencji panią wygrzebali, ale powinna pani iść sprzątać, zamiast wróżyć. Tylko pani w głowie ludziom miesza. Wstałam. – Doprawdy? – spytała kobieta. – A przyjrzała mu się pani? – Nie muszę. Do widzenia. Ta wróżka była oszustką, byłam absolutnie o tym przekonana. Ja i Darek byliśmy małżeństwem od dwunastu lat. Mieliśmy siedmioletnią córkę, którą oboje uwielbialiśmy. Darek pracował w domu, a właściwie z domu – sprzedawał różne produkty na Allegro, pisał drobne programy na Androida, robił mnóstwo rzeczy, żeby zarobić na rodzinę. Czasem udawało mu się uciułać kilka tysięcy miesięcznie, czasem kilkaset złotych. Moja pensja, choć niewielka, była naszym pewnikiem, że podstawowe wydatki mamy zabezpieczone. Żyło się nam dobrze, kochaliśmy się, i myśl o tym, że mój mąż ma inną, była po prostu kuriozalna. On nawet nie miał czasu na romanse. A poza tym, po co by mu to – ja byłam ładna, chętna, no i jego. Pomyślałam sobie, że jak wrócę do domu, to powiem mu o wróżce i razem się pośmiejemy. Ale w domu Darka nie było. W salonie siedziała teściowa i drzemała nad krzyżówką. Zajrzałam do pokoju Lilki. Spała przytulona do naszego spaniela – Smoka. Uniósł kudłaty łeb i spojrzał na mnie czujnie. Zamknęłam cicho drzwi. Darek czasami dzwonił wieczorem po swoją matkę, by przypilnowała Lilkę, gdy akurat miał do załatwienia jakiś nagły interes. A to musiał pojechać po jakąś rzecz, którą potem z zyskiem sprzedawał na aukcjach, albo załatwiał coś innego. Moja praca w kancelarii nie zawsze kończyła się po ośmiu godzinach. Zdarzało się, że musiałam siedzieć do późna, gdy moi adwokaci mieli pilną sprawę. Opowiadam o tym dlatego, żeby wyjaśnić, że sytuacja, jaką zastałam po powrocie z imprezy, nie była wyjątkowa. Obudziłam teściową, podziękowałam jej za opiekę nad Lilką i odprowadziłam do drzwi. Mieszkała dwie ulice dalej, więc nie miała daleko do domu. Wzięłam prysznic, odczytałam wiadomość od Darka, jaką zostawił na biurku: „Jadę do Łodzi po garnki Zeptera. Wracam rano. Kocham. D.”, i położyłam się do łóżka. I nagle oczami wyobraźni ujrzałam, jak Darek kocha się z inną kobietą. „A może to ta, co mu te garnki sprzeda? Bo na pewno z garnkami wróci, ale czy ja wiem, co będzie robił w międzyczasie? A może to zasłona dymna... A może…”. Usiadłam na łóżku i zapaliłam światło. Serce waliło mi tak mocno, że aż niemal wywołało mdłości. „Przestań, idiotko, to tylko twoja chora wyobraźnia” – mówiłam do siebie. „Tamta wróżka – kretynka powiedziała, co jej ślina na niewyparzony jęzor przyniosła, a ty się tym przejmujesz. Przecież to bez sensu…” Pół nocy nie spałam, mocując się sama ze sobą Wydawało mi się, że walkę wygrałam… Ale kiedy Darek przyjechał, spojrzałam na niego jakby innym wzrokiem – sokolim, przenikliwym, powiedziałabym nawet – prokuratorskim. Nie chciałam tego, naprawdę, ale moja podświadomość postawiła na baczność wszystkie zmysły, które bez mojej zgody zaczęły prowadzić śledztwo. Węch doszukiwał się obcych, kobiecych zapachów – na szyi, koszuli, marynarce. Oczy dokładnie obserwowały skórę i ubranie w poszukiwaniu podejrzanych znaków – malinek, włosów, śladów szminki. Uszy wyłapywały każdy inny niż zazwyczaj ton głosu. A wszystkie dane analizował mózg, łącząc, porównując, wysnuwając wnioski. Niczego podejrzanego nie znalazłam, ale wcale mnie to nie uspokoiło. „Może tym razem było tak, jak mówił. Ale czy zawsze? Przecież jeździ często – po mieście, za miasto, do innych miast. Co on tam robi? Czy mówi prawdę? O, zareagował jakoś dziwnie na moje pytanie, czy jadł obiad. Powiedział, że nie, ale czy aby się nie zawahał? I zjadł mało. Pewnie jednak gdzieś był…. Ale gdzie i z kim? Gdyby to był niewinny lunch, toby mi powiedział. A skoro nie powiedział – pewnie był z jakąś flamą. Ma jedną stałą czy wiele różnych? Co bym wolała? Gdzie jest jego ulubiona koszula? Nie mogę jej znaleźć. Może zostawił u tamtej?”. Po miesiącu byłam wykończona tymi podejrzeniami i wirówką myśli, jaka panowała w mojej głowie. Uznałam, że potrzebuję więcej informacji. Nie wiem, co pchnęło mnie do tego, by przejrzeć komórkę Darka. Jego mejle. Kieszenie spodni. Portfel. Znalazłam same podejrzane rzeczy. SMS: „Spotkamy się tam, gdzie zawsze, o Zapisałam numer, z którego przyszedł. Nazwa: Florentyna. Kobieta. Czy to Ona? Mejle były mało podejrzane, ale rachunek za kwiaty wyciągnięty z kieszeni (250 zł!) – wręcz przeciwnie. „Zdradza mnie” – uznałam. „Kłamie w żywe oczy, mówiąc, że kocha. I to bez mrugnięcia okiem! Jaką trzeba być kanalią, by tak oszukiwać!”. Musiałam złapać go na gorącym uczynku. A potem… nie wiem, oskalpować go, albo… no wiecie, uciąć narzędzie zbrodni. Oczywiście wiedziałam, że do tego akurat się nie posunę, ale byłam zła, wściekła i nieszczęśliwa. Już nie potrafiłam udawać, że wszystko jest okej. I kiedy pewnego wieczoru Darek chciał mnie przytulić, wyciągnął rękę – cofnęłam się jak przed jadowitym wężem. Czułam wyraźnie, że maska ze mnie opada. – Co się dzieje? – spytał. – Od jakiegoś czasu widzę, że coś się dzieje. Może wreszcie mi powiesz, czemu płaczesz, nie chcesz rozmawiać, no i… odpychasz mnie. – Przez chwilę milczał, jakby walczył z czymś. W końcu zapytał: – Masz kogoś? – Co?! – wydusiłam. Odwrócił wzrok. – Bo zachowujesz się, jakbyś kogoś miała i czuła się z tego powodu winna. – A ty skąd wiesz, jak się zachowuje ktoś, kto ma kogoś na boku? – czułam, jak moje wzburzenie zaczyna wzbierać i przelewać się przez wzniesioną tamę. Mój emocjonalny zbiornik retencyjny był już pełny. Jak to mówią – ostatnia kropla… – I to, kiedy czuje się winny. Bo ty, jak widzę, winy nie odczuwasz. – Co? – Pstro. Mam dosyć. Bycia oszukiwaną. Dosyć. Powiedz, jest jedna czy wiele? W każdym mieście inna… – O czym ty mówisz, na Boga? – Boga w to nie mieszaj. A może wręcz przeciwnie – olśniło mnie. – To On dał mi znać, co z ciebie za ziółko! – Bóg? Ala, o czym ty mówisz? No i się zaczęło. Kłóciliśmy się chyba pół nocy. W końcu pojął, że oskarżam go o zdrady. Dowiedział się, że przez ostatnie miesiące przeglądam jego pocztę, telefon, kieszenie. Że jestem przekonana, że mnie zdradza – i zbieram dowody – by odebrać mu wszystko w czasie rozwodu (Ruda Żmija z firmy, która jest doskonałym adwokatem rozwodowym, poradziła mi, co mam zbierać, żeby w sądzie zniszczyć niewiernego i puścić go z torbami.) Obraził się. – Nie wiem, skąd ci to przyszło do głowy, ale to bzdury. Problem w tym, że jak widzę, ty mi nie ufasz. Po 12 latach małżeństwa powinnaś mnie już znać, a masz mnie za kanalię. Zniszczyłaś wszystko. Ale będzie, jak chcesz. Rozwód? Proszę bardzo. Lila będzie ze mną, bo nie może być z kobietą, która ma paranoję. Jesteś chora. Idź się leczyć. To był koniec naszego małżeństwa i początek wojny, która trwała pół roku. Okazało się, że wszystkie moje „dowody” były nic niewarte. Florentyna z SMS-a była jedną z wielu kontrahentek, z którymi Darek robił interesy. Legalne. Spotykali się raz w miesiącu na obiedzie, planując, co ona ma przywieźć z Niemiec na sprzedaż. Przy okazji dała mu namiar na dewelopera, który w pięknym miejscu budował jednorodzinne domy na kieszeń zwykłych ludzi. Darek załatwiał jeden dom dla nas – bukiet kwiatów był dla sekretarki dewelopera, by ustawiła szybko spotkanie. Nie chciał mi nic mówić, bo nie był pewien, czy wszystko się uda, a wiedział, jak bardzo chcę mieć własny domek, i że szybko się nastawiam, a potem cierpię, gdy się nie udaje. Mój mąż mnie nie zdradzał. Tak naprawdę wiedziałam o tym, tylko wbrew sobie uwierzyłam głupiej wróżce, która nieodpowiedzialnie gada, co jej ślina na język przyniesie. Potem, gdy opowiedziałam w pracy moją historię (płacząc), usłyszałam, że „wróżka” losowo wybierała tych, którym kadziła, i tych, którym dowalała. Ale nikt nie brał sobie do serca jej gadania. – Przecież to była zabawa – Iza patrzyła na mnie jak na idiotkę. I słusznie. Odnalazłam wróżkę – była akwizytorem kosmetyków i tylko od czasu do czasu dorabiała sobie wróżeniem na imprezach. – Czy pani wie, że zniszczyła mi życie? – oskarżyłam ją. – Pozwę panią. Wzruszyła ramionami. – Nie moja wina, że bardziej pani wierzy wróżkom niż sobie. I to takim imprezowym. Przecież to była tylko zabawa. Teoretycznie miała rację. Tylko że dla mnie, w jakiś niepojęty sposób, zabawa zmieniła się w koszmar. Nie wiem, co będzie dalej. Mieszkamy z mężem osobno, widuję córeczkę w weekendy. Nie jesteśmy po rozwodzie, ale moje poczucie winy jest tak wielkie, że zgodzę się na wszystko, byle Darek mi wybaczył. Może pewnego dnia... Bo wiem, że mimo wszystko mnie kocha. Czytaj także:„Nie pozwolę, by mąż odszedł do innej. Jeśli będzie trzeba, to złapię go na dziecko, byle przy mnie został”„Wystarczy, że teściowa kiwnie palcem, a mój mąż do niej leci na łeb na szyję. Moje potrzeby zostają daleko w tyle”„Mąż zdradzał mnie ze swoją bratową. Życzyłam im wszystkiego najgorszego i... właśnie to ich spotkało” Słownik polsko-angielski | polish-english dictionary Wyniki wyszukiwania dla "kłamstwo w żywe oczy" Polski/Polish Angielski/English w cztery oczy one-to-one wypłakiwać oczy cry heart out wypłakiwać oczy cry one's heart out rozmowa w cztery oczy tete-a-tete kłamstwo lie kłamstwo bull dust oczy eyes mieć wytrzeszczone oczy have gimlet eyes czego oczy nie widzą out of sight, out of mind kłamać w żywe oczy to lie blatantly klapki na oczy blinkers kłamstwo untruth spojrzeć komuś prosto w oczy look somebody in the eye bezczelne kłamstwo corker rzucający się w oczy prominent nie rzucający się w oczy unobtrusive w żywe oczy out and out rzucający się w oczy paint something red przeglądać na oczy smarten up kłamstwo falsehood kłamstwo lustracyjne vetting lie kłamstwo w żywe oczy bare-faced lie wierutne kłamstwo whopper kłamstwo ma krótkie nogi honesty is the best policy mieć zaczerwienione oczy be bleary-eyed spojrzeć prawdzie w oczy come to grips with spojrzeć prawdzie w oczy face facts kłamać w żywe oczy lie in one's teeth kłamać w żywe oczy lie in one's throat kłamać w żywe oczy lie through one's throat kłamać w żywe oczy lie trough one's teeth gdzie oczy poniosą run for the hills zawiązać oczy blindfold wypłakiwać sobie oczy cry a river rzucający się w oczy flashy przecierać oczy ze zdumienia do double take cieszyć oczy feast your eyes on wypłakiwać oczy cry one's eyes out na własne oczy first hand rzucać się w oczy stand out robić do kogoś słodkie oczy make eyes at somebody otworzyć oczy open one's eyes to something strach ma wielkie oczy fear doubles all strach ma wielkie oczy fear has a quick ear żywe srebro live wire widzieć coś na oczy lay eyes on na piękne oczy a lick and a promise kłamać w żywe oczy speak with a forked tongue kłamać w żywe oczy speak with forked tongue mieć oczy szeroko otwarte keep one's eyes peeled uszy i oczy szeroko otwarte on one's toes mieć oczy szeroko otwarte keep an eye open mieć oczy szeroko otwarte keep an eye out przepaska na oczy blindfold mydlić oczy snow someone mający wytrzeszczone oczy bug-eyed mieć wytrzeszczone oczy be gimlet-eyed rzucający się w oczy conspicuous żywe srebro bright spark kłamać w żywe oczy lie like a gas-meter Więcej wyników dla "kłamstwo w żywe oczy" Wojtek musi szczerze porozmawiać z Magdą Gessler, ale ze szczerością u niego niestety kiepsko. Restauratorka nie tylko przyłapuje go na kłamstwie, ale też widzi, jak traktowane są jego córki i żona. Czy uda jej się naprawić relacje w tej rodzinie? W Piekarach Śląskich, górniczym mieście liczącym sobie 50 tysięcy mieszkańców, króluje śląska kuchnia. Nie inaczej karmią też w „Modrym Kociołku”, restauracji prowadzonej od siedmiu lat przez Ewę i jej męża Wojtka. Problem w tym, że żadne z nich nie ma talentu do zarządzania zespołem. Ewa otwarcie mówi, że nie umie niczego wymagać i ma kłopot z wydawaniem najprostszych poleceń. Z kolei Wojtek nie mówi, tylko krzyczy i przyznaje się, że gdy coś go wkurzy to lepiej schodzić mu z drogi. A najczęściej podnosi głos na pomagające w restauracji córki – będącą w ciąży Agnieszkę i siedemnastoletnią Oliwię. Zwłaszcza młodszej dostaje się często. Dziewczyna z powodu pracy w restauracji nie ma czasu na naukę, o życiu towarzyskim nie wspominając. Choć w „Modrym Kociołku” uwija się cała rodzina, efektów nie widać. Klienci zaglądają tu tylko w weekend, a i tak nie ma ich za dużo. Restauracja już dawno przestała przynosić zyski, a dalsze dokładanie do lokalu grozi katastrofą. Czy Magdzie Gessler uda się wprowadzić do tej śląskiej rodziny spokój a do ich biznesu dobrobyt? Dobre wiadomości dla fanów "Rancza"! Serial prawdopodobnie wróci na antenę! Dobre wiadomości dla fanów "Rancza"! Serial prawdopodobnie wróci na antenę! Dobre wiadomości dla fanów serialu "Ranczo" ! Okazuje się, że pomimo wcześniejszych zapowiedzi, że wielki hit znika z anteny, prawdopodobnie powstaną nowe odcinki telenoweli. Widzowie pokochali perypetie mieszkańców serialowych Wilkowyj, a to przekładało się na świetne wyniki oglądalności. Według doniesień portalu 10. sezon "Rancza" śledziło średnio 5,3 mln widzów, dzięki czemu TVP1 była zdecydowanym liderem w czasie nadawania serialu. I chociaż plotkowano, że 10. sezon hitu ma być ostatnim, to Fakt dotarł do informacji, że Telewizja Publiczna chce pokazać kolejne odcinki serialu. Tabloid donosi, że dalsze losy "Rancza" uzależnione są teraz od... głównych aktorów serialu, bo to właśnie oni nie do końca są zachwyceni wizją dalszej pracy na planie telenoweli. Informator Faktu stwierdza jednak, że wyższe wynagrodzenie z pewnością wpłynie na ich decyzję. Jeszcze kilka miesięcy temu Andrzej Muszyński, prezes grupy ATM, która produkuje serial "Ranczo" w rozmowie z portalem przyznał, że losy produkcji wciąż nie są przesądzone. Biorąc pod uwagę, jak trudno jest dzisiaj wprowadzić z sukcesem nowy serial, rezygnowanie z tytułu, który przynosi wielomilionową widownię wydaje się być błędem. Nie sądzę, żeby przyszłość „Rancza” była przesądzona. Grażyna Zielińska, czyli serialowa "Babka" przyznaje, że nie wyobraża sobie ewentualnych zmian w obsadzie. Zmiana obsady nie wchodzi w grę! Jeśli serial ma być kontynuowany, to tylko z tymi samymi aktorami. Rzadko zdarza się, żeby zgromadzić tak wybitną i wspaniałą obsadę w jednym miejscu. Ekipie "Rancza" się udało - stwierdziła aktorka. W historii serialu już dwa razy mówiło się o jego końcu. Może i tym razem też tak będzie. Widzowie kochają "Ranczo", ale zastanawiam się, czy jego kontynuacja to dobry pomysł. Może nowe odcinki nie...

mąż kłamie w żywe oczy